czwartek, 23 maja 2013

ROZDZIAŁ 29 "W DORTMUNDZIE TO MY RACZEJ NIE JESTEŚMY!"

                                                        *KOLEJNY DZIEŃ*
Dziś Marco zabiera mnie do restauracji na kolację <3 Nie do tej, z której nas wygonili przez tego kochanego idiotę :D <333 ;3 *.* Ten lokal ma szklany dach. Będziemy więc mogli zobaczyć gwieździste niebo <3 ;* Jesteśmy już na miejscu <333 Godzina – 18:30. Otrzymaliśmy nasze zamówienie.
- Marco? Czemu twoi rodzice mnie nie zaakceptowali?
- Szczerze? Dlatego, że nie jesteś Niemką…
- To przecież nie ma znaczenia!
- No wiem! Ich nie zrozumiesz!
- Postaram się być miła, mądra i w ogóle taka inna, aby się im spodobać…
- Kochanie! Ale ty jesteś mądra, miła, a na dodatek piękna *.*
- A ty jesteś po prostu moim ideałem <333
- Znam to <3
  Zjedliśmy <3 Ni stąd ni zowąd zebrało nam się na szczerą rozmowę…
- A tak  w ogóle… Co ty we mnie widzisz? – spytałam.
- Mam wymieniać?
- Ymhym ;)
- Twój wybór! Widzę w tobie:
* miłą, piękną osobę;
* zrozumienie <3
* drugą połówkę <3
* Idealną dziewczynę ;*
* inteligentną osobę <3
… Wymieniać dalej? J
- Nie dziękuję <333 Kocham cię *.* - pocałowałam go <3
    zaczęliśmy się namiętnie całować <3
- Wracamy do domu? Mam na coś ochotę ;)
- Okej ;)
   Tak więc wróciliśmy na house :D Wiadomo co się działo ;) ;3 <3

                                                   *KOLEJNY DZIEŃ*

- Kochanie – Marco szepnął mi do ucha.
- Hm? – spałam :D
- Idę na trening – pocałował mnie <3
- Ja jeszcze pośpię… - wymamrotałam.
- No co ty? – śmiał się :D
- Idź już! – rzuciłam go poduszką <3
- Miłe pożegnanie kochanie!- rzucił się na łóżko niemalże łamiąc mi nogi *.*
- Wariacie! :D <333
- Też cię kocham <3 – zaczęliśmy się namiętnie całować <3
- Ekhem…
- Mario?! – Marco i ja byliśmy w szoku.
- Niue! Barack Obama! xD
- Debilu! Co ty tu robisz?!
- Stoję!
- Jak tu wszedłeś?!
- Emilko? Twój chłopak nie umie drzwi zamykać xD
- Uczyłam go tego :D
- No rusz dupe! – powiedział Mario.
- Chwila no!
   Mario cały czas stał w drzwiach i patrzył na nas.
- Może być tak wyszedł? – odezwał się Marco.
- No, a po co?
- Hm… No nie wiem! Może po to, żebyśmy się z Emilką pożegnali po swojemu?
- Okej… Ale wiesz, że…
- WON! – przerwałam mu :D
- Paa – całowaliśmy się namiętnie ;3
- 3…2…1… WCHODZĘ!
- Nie musisz, bo wyszedłem! – Marco zszedł na dół.
   Zostałam sama w domu -,-  Ubrałam się. Kilka godzin później o 16:09 dostałam sms’a od jakże rozgarniętego mojego chłopaka :D <333
„CZEŚĆ KOCHANIE ;3 MOGŁABYŚ PODWIEŹĆ MI COS DO PICIA? KOCHAM CIĘ <3 TWÓJ MARCO :D *.*”
- Mój głupek, a nie Marco xD <3 – zaśmiałam się ;3
    Ubrałam kurtkę, buty, szalik, czapkę i rękawiczki no i wreszcie wyszłam do sklepu. Kupiłam mojemu chłopakowi POWERRADE ;) Powoli szłam na Idunę ;) Kiedy szłam już dobre kilka minut obok mnie zatrzymał się samochód. Szyba się odsunęła i ujrzałam mojego przyjaciela <3
- Hej – powiedział się Moritz.
- No hej J
- Na Idunę idziesz? – spytał.
- Tak – odpowiedziałam.
- Wskakuj. Pojedziemy razem – uśmiechnął się J
- Dzięki – wsiadłam.
   Jechaliśmy w ciszy. W pewnym momencie skapnęłam się, że raczej w Dortmundzie to my nie jesteśmy -,-
- Yyyyy… Mo? Wydaje mi się, że trochę drogę pomyliliśmy.
- Wcale nie – popatrzył na mnie.
- Wcale tak… od kiedy w drodze na Idunę jest szosa otoczona lasem?! Tu nie ma ludzi!
- No właśnie… - patrzył mi w oczy i zaczął się dobierać do moich ust!
-Co ty robisz?! – zdziwiłam się.
- Kocham cie Emila! Kocham cię na zabój!
- Co ty mówisz?! Ja jestem z Marco!!!
- Zostaw go… Ze mną będziesz szczęśliwsza – pocałował mnie.
- Psycholu jeden! Odwal się!!! – uderzyłam go w twarz.
   Popatrzył na mnie wściekłym spojrzeniem. Nagle prędkość samochodu na życzenie Moritza wyniosła 210 kilometrów na godzinę!!!
- Moritz! Zwolnij do cholery! Ja chcę żyć!!! – niemalże płakałam.
- No patrz ty! A ja nie!
- Zwolnij!
- Nie! Skoro ja nie mogę cię mieć to nikt nie będzie cie miał!
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

                                                                               ***

-----------------------------------------------------
Jest owa śmierć dwóch osób ;( Co stanie się z Marco? Podkreślam, że to nie koniec opowiadania! ;3

                  KOMENTUJCIE <3

środa, 22 maja 2013

ROZDZIAŁ 28 "ONA NAM SIĘ NIE PODOBA!"


                                                       *TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
No tak… Od tygodnia nie rozmawiałam z Marco. Ewka miała mi coś tam poradzić… Nie poradziła. Od ostatniego czasu czuje się trochę źle, więc nie zatruwam jej głowy moimi sprawami… Łukasz wrócił dziś wcześniej z treningu:
- Sieeemka! – powiedział.
- Hej – powiedziała Ewa.
- Jak się czuje mój misiaczek? – pocałował ją.
- Pytasz mnie, czy tą tu w środku? – pokazała na brzuch – Bo ta w środku czuje się wręcz idealnie! Nie przestaje kopać!
- Hahaha! I dobrze! ^.^
- Mój kochający mąż <3
- Moja kochana żonka *.*
   Zaczęli się całować -,- Normalnie to bym się cieszyła z ich szczęścia, ale że mam doła od tygodnia to wiadomo…
- Emila? – spytał mnie Łukasz.
- Co chcesz?
- Kiedy zamierzasz porozmawiać z Marco? – spytał.
- A bo ja wiem?
- Zrób to jak najszybciej, bo w sobotę gramy mecz, a Marco ma taka depreche i w ogóle nie może się skupić, ze masakra!
- Serio? – zaciekawiłam się.
- Cały czas myśli o tobie! Zrób to dla siebie, dla niego i dla piłkarzy i z nim weź pogadaj!
    Nie odpowiedziałam nic. To dało mi dużo do myślenia… Po przekąszeniu czegoś poszłam na górę. Czytając nudną książkę stwierdziłam, że muszę porozmawiać z Marco! Wyszłam z domu. W kilka minut doszłam do domu Marco. W sumie to też mojego… Zapukałam. Niedługo potem drzwi otworzył mi Marco.
- Cześć. Ja chciałam tylko cię przeprosić za to o czym dowiedziałeś się w tak niezręczny sposób… - chciałam odejść – A … I jeszcze jedno. Nic nie poradzę, ale kocham cię, jak szalona.
   Marco popatrzył na mnie chwilę. Jednym ruchem przybliżył się do mnie i zaczął pieścić moje usta <3
- Kocham cie ty moja szalona dziewczynkoo! <3
- Ja ciebie też ty mój głupiutki chłopczyku! *.*
   Jak mi tego brakowało! Drzwi od NASZEJ sypialni zamknęły się ;3 *.* <33

                                                     *TRZY DNI PÓŹNIEJ*

Dziś już dawno nie spałam. Jestem kłębkiem nerwów! Bowiem po treningu jedziemy z Marco do jego rodziców…  Boję się braku akceptacji z ich strony… Dziś 14 grudzień. Do domu wrócił Marco.
- Hej słonko*.* - pocałował mnie.
- Hej – odwzajemniłam gest <3
- Za ile jedziemy?
- A musimy?
- Ej? Kochanie? Co jest?
- No bo oni mnie na pewno nie zaakceptują!
- Głowa do góry! Jestem przekonany, że cie pokochają! – pocałował mnie i przytulił <3
- Ufam ci <3
   Kilkadziesiąt minut później wyruszyliśmy w drogę. Do rodzinnego domu Marco trafiliśmy o 15:49. Ufffff… Nerwy :/
- Głowa do góry – uśmiechnął się do mnie – Będzie dobrze <3
- Oczywiście – sztucznie się uśmiechnęłam ;)
   Marco otworzył drzwi.
- O jesteście! – u samych drzwi przywitała nas mama Marco.
- Tak – jesteśmy – uśmiechnął się Marco wieszając moja kurtkę.
- Nie mogliśmy się doczekać! – odezwał się jego ojciec.
- To jest moja dziewczyna Emilka – przedstawił mnie rodzicom.
- Milo mi – uśmiechnęłam się.
- Czym się zajmujesz? – spytała jego mama.
- Mamo! – skarcił ja Marco.
- No co?!
- Przestań! Dopiero, co weszliśmy!
- No tak, tak… Wejdźcie. Zapraszam do stołu. Niedługo powinna przyjechać Yvonne i Melanie.
- A przyjadą z mężami?
- Tak- Carl i Alberth na pewno przyjadą – uśmiechnęła się.
- No a Daniel i Katrina? – z tego, co mi wiadomo to siostrzeniec oraz siostrzenica Marco ;)
- Ach ta twoja miłość do dzieci synku! Przyjadą – powiedziała.
   Chwilę później przyjechała reszta.
- Witam. Emilka Jankowska – przedstawiłam się wszystkim.
- Nareszcie możemy cię poznać! – uśmiechnęła się Melanie.
- Marco ciągle opowiadał nam o tobie! W pierwszej chwili pomyśleliśmy, że w ogóle nie istniejesz! – zaśmiała się Yvonne.
    Czy ona chciała być śmieszna? Nie udało jej się -,-
- Chodźcie wszyscy! – zaprosiła mama Marco.
    Usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy. Po obiedzie przyszedł czas na rozmowę -,-
- No więc – czym się zajmujesz? – powtórzyła mama Marco popijając sok.
- Ukończyłam studia dziennikarskie. Niestety nie udało mi się znaleźć pracy. Oczywiście cały czas szukam. Teraz po mojej chorobie nie mogę nadal pracować – powiedziałam.
- Tak… wiemy o twojej chorobie – wtrącił pan Reus.
- BYŁEJ chorobie – powiedział Marco wkurzony na rodziców.
- Interesujesz się sportem? – spytała.
- Tak. Jeszcze kiedy mieszkałam w Polsce grałam w dziewczęcej drużynie piłki nożnej – powiedziałam.
- Nie wiedziałem o tym – zdziwił się Marco.
- Nigdy nie pytałeś – uśmiechnęłam się.
- Racja – pocałował mnie.
- a twoja rodzina? – spytała pani Reus.
- Moi rodzice oraz siostra nie żyją…  Brata nie widziałam już przez czternaście lat – powiedziałam.
- Przepraszam – powiedziała.
- Nie szkodzi – odpowiedziałam.
- Marco, synu – zwróciła się do mojego chłopaka – chodź z nami po deser.
- Idę – poszedł z nimi.

                                                           *MARCO REUS*
Weszliśmy do kuchni.
- Synu – zaczął tata.
- Ona nam się nie podoba! – powiedziała mama.
- Czemu? – wkurzyłem się.
- Nie ma pracy…
- To nie jej wina!
- No nie wiem…
- Czemu nie doczepiacie się do Carla i Albertha?!
- Bo oni kochają Yvonne i Melanie!
- A, że niby Emilka mnie nie kocha, tak? – no teraz to przesadzili!
- My tego nie powiedzieliśmy!
- Nie mogłeś znaleźć sobie dziewczyny pochodzącej z Niemiec?
- Acha! Czyli chodzi wam tylko o narodowość?! Z takim podejściem to ja nie zamierzam z wami rozmawiać!
   PRZESADZILI! To, że Emilka jest Polką, a nie Niemką nic nie znaczy! Ważne, że się kochamy! Wróciłem do pokoju. Udawałem szczęśliwego -,-  

                                                                   *JA*

Posiedzieliśmy jeszcze z rodziną Marco. Może kiedyś i też moją? W każdym bądź razie widać, ze mnie nie akceptują -,- W domu byliśmy o 21:32.
- Mam dziś zły dzień… - zdjęłam buty, kurtkę, czapkę, szalik i poszłam do salonu.
- Czemu?
- To przecież widać, że oni mnie nie zaakceptowali!
- To ja ci ten dzień ulepszę – zaczął ściągać mi bluzkę <3
      On tam wie, jak polepszyć mi humor <3333 ;3
------------------------------------------------------
Już w jutrzejszym rozdziale śmierć pewnych osób ;( Dwóch ;) Więcej Wam nie zdradzę <3 ODLICZAMY DNI DO FINAŁU! *.*

                 KOMENTUJCIE ;3

wtorek, 21 maja 2013

ROZDZIAŁ 27 "MOIM SEKRETEM JEST..."


Kiedy weszliśmy od razu podeszliśmy do narzeczonych <3
- Gratulujemy wam <3 – przytuliłam Cathy, a potem Matsa.
- Szczęścia! – powiedział Marco wręczając im prezent J
- Nie dziękujemy ;)- odezwał się Mats.
- A wam, jak się układa? – spytała Cathy.
- Idealnie <3
- Świetnie! ;*
  Dołączyliśmy do wszystkich. O 21 już troszkę pod wpływem alkoholu chwaliliśmy się prezentami mikołajkowymi ;) Nie byliśmy jednak pijani.
- Wiecie, co dostałem? – spytał Mats.
- Co? – spytał Marco mając mnie na kolanach <3
- Takie coś… - pokazał – jak to wypijesz to odpowiadasz szczerze na każde zadane pytanie ;)
- Fajne to! – powiedział Kuba.
- Próbujemy?- spytała Ania.
- Pewnie – odpowiedział Humi.
- Kto na ochotnika? – spytał Lewandowski.
- Ja – zgłosiłam się ;)
- Ostro siostro! – zaśmiał się Mo.
- Prosz :D Weź małego łyka – podał mi butelkę.
   Napiłam się. Mmmm <3 Pycha xD
- 3…2…1… JUŻ! – oznajmił Hummels.
- A teraz zadajemy pytanie – powiedział Marco.
- Co jest twoim największym sekretem? – spytał Robert.
- Moim największym sekretem jest… - myślałam – pocałunek z Cristiano Ronaldo!
- Co?! Kiedy?!
- Podczas ostatniego wyjazdu do Madrytu – oświadczyłam.
- A Marco?
- Wtedy Marco miał mnie w głębokim poważaniu… - mówiłam w zasadzie nieświadoma tego, co robię.
- Za ile to przestanie działać?! – spytał wkurzony Marco.
- Za… TERAZ!
- I jak? – spytałam nic nie wiedząc.
- Nie obraźcie się, ale my zaraz wrócimy – Marco pociągnął mnie za rękę.
   Wyszliśmy z lokalu.
- Co się stało? – spytałam.
- To ty mi powiedz co się stało! – krzyknął.
- Co?!
- Całowałaś się z Crisem?!
    Zszokowało mnie to! Zaniemówiłam…
- A więc to prawda! Czemu mi to zrobiłaś?!
- Ja nie byłam świadoma tego, co robię! Byłam na ciebie wściekła! Ta fanka! Twoja zazdrość! To wszystko się skumulowało! Ja nic do niego nie czuję!
- Weź już przestań! Chciałaś się pobawić w prostytutkę?
-Nie!!!
- A mi się wydaję, że tak! – odjechał.
- Marco! – szeptałam płacząc.
   Nie wróciłam już do lokalu. Poszłam do mojego starego domu…  Na szczęście miałam zapasowe klucze. Popłakałam się, jak małe dziecko! Po długim czasie zasnęłam… Obudziłam się, gdy Łukasz i Ewa wrócili. Zeszłam na dół, aby powiedzieć im, że dziś u nich przenocuję.
- O! A co ty tu robisz? – spytał Łukasz.
- Ależ miłe przywitanie… Nieważne – mogę dziś u was przenocować?
- Pewnie – powiedział Ewka.
- Chcesz porozmawiać o tym, co się stało w lokalu? – spytał Łukasz.
- Nie ukrywam, że tak… - powiedziałam.
- Na szczęście masz Ewkę! – powiedział.
- Dzięki brat! – powiedziałam.
- Nie przejmuj się nim… Ja z wielką przyjemnością z tobą porozmawiam <3 – przytuliła mnie.
- Dziękuję ci *.*
- Ekhem… - Łukasz dał o sobie znać pijąc sok.
- Kochanie? – powiedziała Ewka.
- Tak?
- Idź na górę i sprawdź, czy cie tam nie ma ;)
- Okej! Zawsze chciałem zobaczyć drugie ja! – poszedł na górę.
- Widzę, ze po ślubie się wcale nie zmienił!
- Oj.. nie…
- No tak..
- Dobra. Mów – uśmiechnęła się.
- Co tu dużo mówić?! Pocałowałam się z Ronaldo myśląc, że Marco się o tym nie dowie!
- Czyli, że się z nim naprawdę całowałaś?
- Tak…
- Ale czujesz coś do niego?
- Oczywiście, że nie! Ja kocham tylko Marco! To z Ronaldo to była jednorazowa sytuacja. Odwzajemniałam pocałunek nic do niego nie czując!
- Rozumiem…
- Marco jest tym jedynym, na którym mi cholernie zależy! – popłakałam się.
- Nie płacz – przytuliła mnie – idź się połóż, a z samego rana pomyślimy, co zrobić z tym fantem ;)
- Dziękuje Ewuś ;*
- Nie ma za co <3
  Tak, jak powiedział brunetka – zasnęłam.
------------------------------------------------------
Czy Marco i Emila się pogodzą? Nie wiem, nie wiem :D Powiem Wam jeszcze tylko, że to nie to wydarzenie zmieni los opowiadania... Kochani! Za cztery dni Finał! <3333 Nie mogę się doczekać *.* Kocham Was ;3 Paaa :)

                  KOMENTUJCIE <3

poniedziałek, 20 maja 2013

ROZDZIAŁ 26 "KOCHAM CIĘ NA ZABÓJ"


                                                    *DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ*

Grrrr… Dziś 6 grudnia  ;) MIKOŁAJKI <3 Niestety nie obudziłam się pierwsza -,- Kiedy wstałam mój szalony boyfriend wyskoczył zza rogu i wręczył mi prezent *.*
- Taadaaaam!
- O matko! – wystraszyłam się
J
- Jak ja kocham cię straszyć! – pocałował mnie <3
- Tak wiem… ;)
- Otwieraj! <3
- Już ;)
   Otworzyłam :D W środku były:
* Dwa bilety na Justina Biebera;
* Piękna bransoletka z serduszkiem <3
* Czapka świętego Mikołaja :D
*Świetna koszulka z napisem MRS. REUS <3
- Nie za mało tych prezentów? – pocałowałam go.
- No też mi się tak wydawało… ;)
- Mój ty szaleńcze <33 Proszę *.*
   Dałam mu prezent. Kupiłam mu:
* Full – capa z napisem I’M STUPID AND I KNOW IT xD (chciał taką od dawna :D )
* Białe trampki z ćwiekami <3
* I wieeeele słodyczy <3
- Kocham cię – pocałował mnie <3
- Ja ciebie bardziej <3
- Nie sądzę… - zaczęliśmy się całować *.*
   Zeszliśmy na dół na śniadanie. Marco zrobił kanapki w kształcie czapeczek świętego Mikołaja oraz gwiazdeczek ;) Użył też barwników spożywczych <3 Na stole stały trzy czerwone świeczki ;)
- Wooow! – byłam pod wielkim wrażeniem – sam to zrobiłeś?
- Czego się nie robi dla ukochanej osoby? <3
- Znam to <3
- Mam jeszcze jeden prezent – oświadczył.
- Czuję się jakbym kupiła ci za mało…
- Nie prawda… Ten prezent nie był aż tak drogi – oświadczył z uśmiechem ;)
- Taaak… Jasne!
- No patrz! – podwinął koszulkę.
  Zrobił tatuaż <3 Pisało tam po polsku: TYLKO CIEBIE CHCĘ <3 E.J *.* (E.J to moje inicjały <3)
- Bolało? – spytałam <3
- Jeśli cierpi się dla osoby, którą się bardzo kocha to nie ma znaczenia *.*
- KOCHAM CIĘ NA ZABÓJ <3
   Po śniadaniu trafiliśmy na mikołajkowe zwiedzanie sypialni <3 O 15:00 odbywał się koncert Justina Biebera we Frankfurcie, więc o 12:00 byliśmy już w samochodzie <3
- Nigdy nie przeżyłam takich mikołajek – przyznałam.
- Ze mną będziesz mieć takie co rok <3
- Jesteś słodki <3 Ale nie musisz mi kupować tyle prezentów! Wystarczy mi całusek ^.^
- Kobiety powinno się szanować i rozpieszczać MISIACZKU <3
- Wobec tego, co ja mam zrobić?
- Kochać mnie najmocniej na świecie <3
- Mocniej już nie potrafię <3 – pocałowałam mojego blondyna <333
   Koncert Biebera był świetny! Cały czas siedziałam na baranach Marco <3 Obydwoje śpiewaliśmy razem z Justinem :D Około 20 byliśmy w domu.

                                                            *MARCO REUS*

Moja ślicznotka zasnęła <3 Ostrożnie zaniosłem ją do sypialni *.* Życie bym za nią oddał! Kocham ją na zabój <3 Jest dla mnie całym światem *.*

                                                              *KOLEJNY DZIEŃ*

                                                                       *JA*

- Kochanie <3 – obudził mnie głos Marco.
- Tak? – przetarłam oczy.
- Mamy zaproszenie – oświadczył.
- Na co?
- Mats oświadczył się Cathy <3
- Co? – wstałam – Jak świetnie! Wreszcie<3
- To jak? Idziemy?
- A trening?
- Dziś wolne mój ty głuptasku <3
- No też fakt… Świąteczny prezent od Jürgena ;)
- Jest moc! xD
    Klopp dał chłopakom trzy dni wolnego ;) Dziś drugi dzień :D Od mojego chłopaka wyciągnęłam, że imprezka zaczyna się o 15:30 w klubie BVB. Czyli dokładnie za 2 godziny i 30 minut
J Kocham długo spać <3 Położyłam się jeszcze chwilkę.
     …. Tak – chwilkę.
- Emilka! Za pół godziny imprezka! – śmiał się Marco.
- Hahaha! Dobry żart – spałam dalej.
- To nie żart… - podał mi telefon.
   Zobaczyłam godzinę – 15:03.
- Osz w morde!
   Wyskoczyłam łóżka i poszłam się wyszykować. Wzięłam szybki, zimny prysznic na ożywienie ;) Następnie ubrałam to:
                             


Zeszłam na dół. Kilka minut później byliśmy na miejscu.
-------------------------------------------------
Ten króciutki, ale obiecałam sobie, że dodam dziś dwa xD Ja jestem dziwna! :D Tak, czy inaczej w następnym rozdziale pewien, głupi prezent Matsa Hummelsa źle wpłynie na związek Emilki i Marco ;( Potrzymam Was w niepewności do jutra ;** <33

       PODOBA SIĘ? - KOMENTUJEMY! ;3

ROZDZIAŁ 25 "KOCHAM MAŁE DZIECI"


- Na pewno dobrze cię zapamiętam – uśmiechnęłam się i zginęłam na tle ciemnego miasta.
    Stwierdziłam, ze tę noc spędzę w hotelu, a jutro z samego rana wylecę do Polski. Zamieszkam tam z przyjaciółką – Gabrysią. Długo nie mogłam zasnąć.
                                                            
                                                             *KOLEJNY DZIEŃ*

        Obudziłam się o 7:00. Zjadłam. Ubrałam To:

                                      


Następnie taksówką dotarłam na lotnisko, gdzie kupiłam bilet do Polski. Wylot za godzinę -,- Poszłam do kawiarni przy lotnisku. Pijąc kawę myślałam, czemu to zawsze ja mam tak przesrane... Półgodziny przed lotem wróciłam do miejsca wylotu. Kiedy siedziałam i czekałam, zobaczyłam jakąś grupkę osób otaczającą człowieka wchodzącego do budynku obok lotniska. Pomyślałam, że to musi być sławna osoba. Miałam rację… Otóż z tłumu wyłonił się dobrze znany mi piłkarz – Marco Reus! -,- Podszedł do mnie.
- Emilka… To była tylko zwykła fanka! – tłumaczył.
- Zwykła fanka, tak? Bo ci uwierzę!
        Wtedy Reus zbliżył się do mnie. Złapał mnie za nadgarstki.
- Te wszystkie wyjazdy uświadomiły mi, ze mam wiele fanek przez to, co robię. Ale też nauczyły mnie, że prawdziwa miłość jest tylko jedna i, że jesteś nią TY <3
        Dżizys! I jak tu się na niego gniewać?! Kocham go *.*
- Wybaczam ci – uśmiechnęłam się
J
- Kocham cię – uśmiechnął się po czym zaczęliśmy się namiętnie całować ;*
- Proszę cię, Kochanie – zaczął – kibicuj mi na dzisiejszym meczu *.*
- Nie wyobrażam sobie inaczej spędzonej soboty – pocałowałam go.
   Musieliśmy jechać prosto na stadion, ponieważ piłkarze mieli trening. Wszyscy się zdziwili, kiedy mnie zobaczyli ;) Mecz zakończył się remisem ;) Można powiedzieć, że obydwa kluby odniosły zwycięstwo!
J Wieczorem była imprezka *.* Nie obyło się oczywiście bez naszych rozmów :D
- Gdzie Zdzisek? – spytał Kuba.
- Widziałem go na Madagaskarze- oznajmił Moritz.
- Stolicą Mada – czegoś tam jest Honolulu – wykazał się wiedzą Nuri.
- A nie Kazachstan? – spytałam.
- O! W Kazachstanie mamy kolegę! – stwierdził Lewandowski.
- Jak się zowię?- spytał Ilkay.
- Marołumawo Rolepigosz – odpowiedział Łukasz.
- Gdzie moja żona? – spytał Karim.
- Ty masz żonę?! – zdziwił się Sebastian.
- Ymhym! – potwierdził.
- Jak wygląda? – zaciekawił się Felipe.
- Jest ładna, mądra, piękna, przystojna… - wymieniał xD
- Eeee… Karim? Czy to czasem nie ona?- spytał Casilas.
- No?
- Czy to czasem nie ona? – pokazał Benzemie fiołka xD
- Ukikikakuma!!! Wróciłaś! – objął roślinkę xD – Dziękuję ci dobry ludziu! Odnalazłeś moją żonkę!
- Ach! Jakiż zaszczyt mnie kopnął!
-Nie… To ja – odezwał się Kuba – miałeś tam pająka xD
         … I tak do 3 xD Aj działo się …! ;3

                                                           *KOLEJNY DZIEŃ*
 

- Bania boli – jęczał Marco.
- Mnie też -,- - powiedział Robert.
- Swoją drogą to mnie też… - powiedziałam.
- Dobra… Zbieramy się na lotnisko – powiedziała Agata.
- Chce ci się? – spytała Ania.
- Nie e… Przecież jest listopad… Tu to przynajmniej ciepło, a w Dortmundzie?
- Masakra… - wtrąciłam.
- Zgadzam się – powiedziała ciężarna Ewka.
   Jednak się zebraliśmy… O 16:17 dotarliśmy do domu Marco *.*
- Co porobimy? – spytałam.
- A może to? – Marco zaczął mnie namiętnie całować <3
  … Tak więc trafiliśmy do dobrze znanej nam sypialni *.* ;) Kilka godzin później otrzymaliśmy zaproszenie do Piszczków ;) Tak więc odwiedziliśmy ich <3 Siedzieliśmy przy stole rozmawiając.
- Co tam słychać u maleństwa? – spytałam Ewki.
- Strasznie kopie… - powiedziała.
- Mogę dotknąć? – spytał Marco.
- Jasne ;)
- Kocham małe dzieci <3 – przyznał.
- No to na co czekasz? – zaśmiał się Piszczu
J
- Na zbawienie! – zaśmialiśmy się xD
- Na jakim imieniu w końcu stanęło? – spytałam.
   Małżeństwo Piszczków spojrzało na siebie. Po chwili odparli jednocześnie.
- Sara – Ewa ;)
- Kasia – Łukasz ;)
- Sara!
- Kasia!
- Sara!
- A niech ci będzie! <3
- Jeej ^^
- A czemu akurat Sara? – spytałam ciekawa.
- Wiesz… sama nie wiem – uśmiechnęła się.
- Podoba mi się – odpowiedziałam uśmiechem ;)
  Około 21:00 wróciliśmy do domu. Jak można się domyślić poszliśmy zwiedzać sypialnię xD <3
---------------------------------------------------------------------------------------
W kolejnych rozdziałach będzie więcej akcji ;) Mogę Wam zdradzić, że w około trzydziestym rozdziale wydarzy się coś, co momentalnie zmieni los opowiadania o.O Co to będzie? Czytajcie ;3
* A tak na marginesie to przepraszam, ze nie dodawałam tak długo, ale przez mojego jakże kochanego brata dostałam szlaban -,- Też tak macie z rodzeństwem? Pozdrawiam <3


                                        KOMENTUJCIE ;3

niedziela, 19 maja 2013

WAŻNE!

KOCHANI! <3 Kolejny rozdział dodam dopiero w poniedziałek ;( Mam nadzieję, że się nie obrazicie ;) Pozdrawiam - Emilka Reus *.*

czwartek, 16 maja 2013

ROZDZIAŁ 24 - "NIE JESTEM EKSPONATEM!!!"


Chodziłam sobie ulicami Madrytu. Jakiś czas potem spotkałam Roberta, Łukasza, Moritza, Matsa, Kubę i Crisa.
- Sieem! – złapał mnie od tyłu Cris.
- Jezu! Ale mnie wystraszyłeś!
- Cała przyjemność po mojej stronie! xD
-  Hah… No tak – udawałam, że nic się nie stało..
- Co taka smutnaa?
- Nieważne… A wy? Co czynicie? – chciałam uciec od rozmowy na mój temat.
- Idziemy do muzeum – powiedział Kuba.
- Wy? Do muzeum? – zdziwiłam się.
- Nooo! – śmiał się Humi.
- Ale wy? Po co?
- A po co byśmy chodzili do miejsc, które mamy w głębokim poważaniu? – śmiał się Lewy.
- Aaaa! Przypał! – zajarzyłam xD
- Brawo! – śmiał się Mo.
- A gdzie Marco? – spytał Piszczek -,-
- Nie wiem… - odparłam obojętnie.
- Wbijaj z nami do muzeum! – zaproponował Kuba.
- Okej – zgodziłam się.
   Tak więc poszliśmy do muzeum xD Weszliśmy.
- Poczekajcie… - mówi Kuba – muszę iść do kibelka xD
- Szybko! Ja chcę przypał! – mówi Robert.
   Kuba poszedł. Długo nie czekaliśmy… Bowiem kilka minut po jego wyjściu alarm włączył się, a Kuba owinięty papierem toaletowym wybiegł z łazienki uciekając przed ochroną! xD Udawał mumię xD
- Aaaaaa! Jestę faraonę! – chodził, jak zombie xD
- Hahahaha! – śmialiśmy się :D
   Kuba wygrał pościg xD Znaczy wziął się schował w jakimś pomieszczeniu. Zrzucił cały papier i udawał zwyczajnego turystę xD
- Dzień dobry – mówi jeden z ochroniarzy – Czy widział pan może człowieka owiniętego papierem toaletowym?
- Tak – odpowiedział – pobiegł w tamtą stronę – wskazał na prawo xD
- Dziękuję – powiedzieli i pobiegli we wskazaną stronę przez tego ćmoka :D
- Aleś odwalił! – śmiał się Mo, kiedy weszliśmy do sali, w której był Błaszczykowski ;D
- Oł je! – śmiał się :D
- O patrzcie! – powiedział Lewy.
- Nom? – odwróciliśmy się w jego stronę.
- Tu pisze „NIE DOTYKAĆ EKSPONATÓW”, co nie?
- Piątka z czytania! – śmiał się Mats.
- Nie o to chodzi głupku! Jakby usunąć NIE?
- To nie miałoby sensu! – odezwał się Kuba  wyszłoby „DOTYKAĆ EKSPONATÓW”
- Dźizys! – uderzyłam się w czoło – ale wy ciemni jesteście!
- Ależ to dla mnie komplement! – śmiał się Kuba.
- No to dotykamy eksponaty! – powiedział Lewy i zaczął dotykać wszystko po kolei :D
   Kiedy Lewandowski robił przypał my wymyślaliśmy pomysł na nowy ;)
- BUUUUM!!! – coś huknęło.
   Odwróciliśmy się  w stronę Roberta.
- O cholera!!! – krzyczał Lewy.
   O Matko! :D Lewy dotykając dinozaura z kości zawalił go :D Leżał przysypany kośćmi :D
- Hahahahaha! – śmialiśmy się wszyscy ;D
- Debile jedne! Pomoglibyście mi, a nie gapicie się tylko! Nie jestem eksponatem!!!
- Hahahaha! – jeszcze bardziej nam się śmiać zachciało xD
- Tu – tu – tu – alarm się włączył.
- O – oł! – powiedział Kuba.
- Help! Help! Help me dobre człowieki!!! – Lewy niemalże płakał xD Oczywiście tak na wygłupy :D
  My zdążyliśmy uciec, ale Roberta nie udało nam się wyciągnąć :D Patrzyliśmy zza ściany, jak się tłumaczy ochroniarzom xD
- Co pan zrobił?! – pyta jeden.
- Ja?! Co ja zrobiłem?! Pan pyta mnie?! Otóż ja spokojnie sobie oglądałem wystawę, aż tu nagle ten syf na mnie się zawalił! – kłamał, jak z nut xD
- Przepraszamy! – pomogli mu wstać.
- No ja myślę! Powinniście to jakoś zabezpieczyć!
- Obiecujemy, ze to zrobimy. Nic panu nie jest? – spytali.
- Nie. Do widzenia – Lewandowski wyszedł z sali :D
- Hahahaha! – zaczął się śmiać sam z siebie ;D
- O Lol! – śmiałam się xD
- Nie no! To cię przebiło Kuba! – śmiał się Łukasz.
- Zdaję sobie z tego sprawę! – Kuba także się śmiał.
- ten przypał uważam za udany! – śmiał się Mats.
- właśnie! A co robimy jutro po meczu? – spytał Moritz.
- Jutro nie będzie czasu na przypały – powiedział smutno Lewy – a tym czasem, pozwolicie miszczowi udać się do hotelu xD
- Nooo. Ja też jestem zmęczona – ziewnęłam.
   Wróciliśmy do hotelu. Chłopaki poszli do swoich pokojów. Ja i Marco mieliśmy pokój na samym końcu. No właśnie… Ciekawe, czy się pogodzimy. Mamy przecież jeden pokój!
- Hahaha! – usłyszałam śmiechy dochodzące z pokoju.
   Zdziwiona uchyliłam lekko drzwi. Kolejny raz zawiodłam się na tym matole!!! Co zobaczyłam?! Jakąś dziewczynę siedzącą razem z Marco! Patrzyli na siebie zakochanym wzrokiem! Mówili sobie po imieniu! Wściekła pobiegłam do pokoju Łukasza i Kuby. Los chciał, że w ich pokoju przebywali wszyscy piłkarze z BvB -,- Byli też tam niektórzy piłkarze Realu…
- O! A co ty tu robisz? – spytał Piszczek.
- Właśnie nie wiem… - powiedziałam.
- Co się stało? – spytał Lewy.
- Marco mnie już nie kocha!
- Kłamstwo! – powiedział Kuba.
- Sama widziałam! Dlatego też chciałam ci powiedzieć, że wracam do Polski… Dortmund nie jest moją bajką…
- No chyba ci coś dogrzało! Wiesz, jak będziemy tęsknić?! – Łukasz spytał, a reszta piłkarzy potaknęła.
- Wiem. Dziękuję ci, a raczej wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście. Przepraszam za kłopot. I proszę cię Łukasz… Nie zatrzymuj mnie – powiedziałam i wyszłam.
- Emilka! – usłyszałam głos Cristiano pod hotelem. Wyszedł za mną.
- Słucham? – odwróciłam się.
- Naprawdę wracasz do Polski? – spytał.
- Tak…
  Ronaldo zbliżył się do mnie. Jego usta dotknęły moich! Zaczął mnie całować! A co gorsze? Z wzajemnością!!!
- Chcę, żebyś dobrze mnie zapamiętała – powiedział.
- Na pewno dobrze cię zapamiętam – uśmiechnęłam się i zginęłam na tle ciemnego miasta.
-----------------------------------------------------------------
Kolejna zagadka :) Uda się im odratować związek? Swoimi opiniami możecie podzielić w komentarzach ;) Pozdrawiam <3
       CZYTASZ? - KOMENTUJESZ ;)